Twórca czy rzemieślnik?

2015/01/05 Blog

Wielu z nas wiąże swą codzienną pracę z branżą kreatywną. O ile jesteśmy freelancerami i możemy przy każdym zleceniu, indywidualnie ustalać swój zakres praw do utworu, o tyle gdy pracujemy stale dla jakiejś firmy, często zapominamy o sobie. Rzecz, o której każdy twórca bez względu na to, czy jest grafikiem, kompozytorem, czy pisarzem powinien pamiętać, to fakt, że po podpisaniu umowy przekazującej autorskie prawa majątkowe swojemu pracodawcy, nie traci autorskich praw osobistych.

Co to oznacza w praktyce?

Własność intelektualna powstaje wtedy, gdy zaistnieje wysiłek twórczy i powstanie dzieło. Nieważne, czy jest to przepis na ziemniaki w sosie bazyliowym, czy może opis wzoru chemicznego lekarstwa na raka. Osobiste prawo autorskie działa za każdym razem gdy podpiszemy się pod utworem. Podpis powinien być pierwszą rzeczą jaką robimy, gdy zaczynamy tworzyć cokolwiek – gdy bowiem przekażemy dzieło bez podpisu, to tak naprawdę prawo nas nie chroni. W przeciwieństwie do autorskich praw majątkowych, autorskie prawa osobiste są niezbywalne i nieograniczone w czasie. To oznacza tyle, że gdy już napiszemy przepis na nasze ziemniaki, to ten przepis już na zawsze należy do nas bez względu na to, czy przekazaliśmy go Cioci Basi czy znanemu kulinarnemu magazynowi. To tak jak z dziełami sławnych poetów. Wiemy przecież, że ten tomik poezji napisał Adam Mickiewicz (do niego należy niezbywalne i nieograniczone autorskie prawo osobiste), ale autorskie prawo majątkowe ma w rękach wydawca. Nim się posługuje, z niego czerpie korzyści, na nim zarabia pieniądze- ale przecież nie może zmienić treści Stepów Akermańskich.

W każdym przypadku gdy nasze dzieło, do którego przekazaliśmy autorskie prawa majątkowe zostaje wykonane w sposób inny niż przewidywała umowa – możemy z pracodawcą wystąpić na drogę sądową. Prawo chroni nas w tym momencie jako twórców, lecz nie oszukujmy się, dla obu stron wygodniej, taniej i mniej czasochłonnie będzie po prostu poszukać wspólnego rozwiązania. Jeśli redaktor kulinarnego magazynu, w którym ma być opublikowany twój przepis na ziemniaki, chce zmienić jego treść i zamiast pieprzu czarnego użyć pieprzu ziołowego, to możesz się temu sprzeciwić – bez względu na podpisaną umowę o przekazaniu praw autorskich. Utwór pozostaje twoją własnością.

O czym jeszcze warto pamiętać?

Przede wszystkim – o datach. Pracodawca ma 6 miesięcy na to, by poinformować Twórcę o tym, że utworu nie przyjął, lub, że wymaga do niego poprawek – po takim czasie prawo uważa, że utwór został przyjęty bez poprawek.

Po drugie – pamiętajmy o polach eksploatacji. Jeśli jesteś grafikiem, który właśnie stworzył pięknego i śmiesznego kotka, i właśnie sprzedajesz jego wizerunek firmie, pamiętaj o tym, by ująć w umowie to gdzie może i gdzie nie może on być wykorzystywany. W przeciwnym razie, za rok może dwa, nie zdziw się, gdy zobaczysz swojego kotka na tanich skarpetkach.

Nieważne, czy działasz na etacie w wielkiej korporacji czy może robisz logo dla Aśki z mięsnego, masz prawo do podpisania swojego dzieła. A także, niezbywalne prawo do mówienia „ja wpadłem na pomysł, żeby świnka zastępowała literkę o i zaprojektowałem to logo”. Korzystaj z niego jako Twórca, by nie stać się rzemieślnikiem.