Kto się boi Social Mediów?

2014/12/05 Blog

Temat, który dla wielu firm nadal jest nieziemskim problemem, to facebook, twitter – czyli social media. Z jednej strony, gałąź marketingu, wciąż niedoceniana przez zarządy czy właścicieli firm – z drugiej, wręcz diabelskie miejsce, w którym każdy krok może powodować wywołanie kryzysu marki. Na szczęście świadomość z poprawnego użytkowania social mediów zwiększa się z dnia na dzień i okazuje się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Oczywiście, trzeba uważać – każdy z postów może nieść za sobą błyskawiczną reakcję naszej publiczności, co łączy się z tym, że może zostać wyśmiany lub wręcz zbojkotowany (zhejtowany?). Jednak, jak to kiedyś powiedział ktoś mądry – odwaga to świadomość niebezpieczeństwa, a nie unikanie go. W social mediach trzeba znaleźć swoją granicę ostrożności, po której przekroczeniu jest się już tylko po prostu nudnym i nigdy jej nie przekraczać. Umieć prowokować, ale bardziej do dyskusji i ciekawości, niż do konkretnych działań. Jak się tego nauczyć? Z obserwowania błędów innych, z czytania i odnajdywania branżowych ciekawostek i statystyk, ale przede wszystkim – z własnego działania.

Odkrycie preferencji naszej grupy docelowej będzie w tym przypadku wyglądało troszkę jak zdobywanie serca naszej cichej miłości – małe kroki, spokojne prowokacje i ostrożne, lecz widoczne zainteresowanie, które w przyszłości ma do nas wrócić w postaci nagrody. Ile razy nie wychodziło nam to z powodu jakiegoś przypadkowego, desperackiego kroku, który pogrzebał nasze szanse na zwycięstwo? Z social mediami jest tak samo. Cierpliwość wróci do nas w postaci najważniejszego celu marketingu – podniesienia sprzedaży.

A wszystkim, którzy boją się ciętego algorytmami facebooka zasięgu organicznego, który już teraz jest niski, a w przyszłym roku ma być jeszcze niższy,  radzę się uspokoić. Wyobraźcie sobie waszą firmę na podstawie przykładu.

Pani Basia z bloku ma 60 lat i piecze świetne ciasta. O umiejętnościach Pani Basi wiedzą wszyscy na osiedlu, lecz to dziesięciu jej stałych klientów, zamawia u niej ciasta na co drugą niedzielę i wszystkie większe święta. Pani Basia jest zadowolona ze stanu rzeczy, ponieważ pracę traktuje jako dodatkową, a do tego – pieczenie jest jej pasją.

Widzicie? O umiejętnościach Pani Basi wie całe osiedle – (duży zasięg) – lecz tylko 10 osób, to jej stali klienci, którzy zawsze zostawiają u niej pieniądze (aktywni klienci marki). Duży zasięg generujący dużą sprzedaż to mit. Oczywiście, świetnie jest gdy wie o nas wiele osób, ale od stu fanów, którzy dali nam swojego lajka i nigdy więcej nie odwiedzili naszej strony, ani nie kupili naszego produktu – lepszy jest ten jeden, który nie dość, że kupił produkt, to jeszcze powiedział o nim swoim znajomym i czasem lubi nasze facebookowe posty. Duży zasięg jest miły, ale to nie on generuje sprzedaż.

Bazując na mechanizmach mediów społecznościowych możemy jak z otwartej księgi wyczytać receptę na udany marketing, która moim zdaniem, jest stała od lat. To jedynie forma jej realizacji przechodzi ciągłe zmiany i przekształcenia. Jaka to recepta? Przeczytacie w kolejnym wpisie już za tydzień.